W czasach, w których żyła Ania, powstał zwyczaj wczesnego przyjmowania dzieci do pierwszej komunii świętej. Praktykę tą wprowadził święty papież Pius X, który sam w dzieciństwie pragnął szybko przystąpić do Komuni Świętej. Uzasadniając obniżenie wieku, w którym można przystąpić do I Komunii świętej, mówił: "Będziemy mieli świętych pośród dzieci." I rzeczywiście, mieliśmy takich świętych. Znamy dobrze takie święte dzieci jak Franciszek czy Hiacynta z Fatimy, ale są i osoby mniej nam znane. Jedną z nich jest Anna de Guigné. Pozwolenie papieskie na wczesną komunię świętą obejmowało dzieci od 7 roku życia, ale w nadzwyczajnych wypadkach biskup miał prawo zgodzić się na jeszcze wcześniejsze dopuszczenie dziecka do komunii.
Ania, która od czasu swojej przemiany w wieku 4 lat dużo się modliła szybko doszła do momentu, kiedy sama modlitwa już jej nie wystarczała. Potrzebuję Eucharystii - zapisała Anna w swoim pamiętniku. I jeszcze: Trzeba pragnąć się często spowiadać. Odkryła, że Eucharystia i sakrament pokuty to źródła łaski, którą Chrystus nas ożywia.
Anna rozpoczęła swoje przygotowania, gdy miała zaledwie 5 lat, na jesieni 1916 r. Można się było obawiać, czy zrozumie lekcje przeznaczone dla starszych dzieci, czy wytrzyma w skupieniu. W domu to ruchliwe dziecko niezbyt garnęło się do nauki szkolnej. Okazało się jednak, że była to dobra decyzja. Ania przeżywała katechezy w niezwykłym uniesieniu! Była przeciętnie zdolnym dzieckiem, ale we wszystkim, co dotyczyło religii, wykazywała niezwykłą bystrość umysłu. Razem z nią do Komunii przygotowywało się dwadzieścia dziewcząt, większość miała po dziewięć - dziesięć lat. Pięć lat w tym wieku to ogromna różnica! Jednak pięcioletnia Anna zdecydowanie górowała nad nimi wiedzą i dojrzałością, a koleżanki potrafiły to docenić. Zgodnie stwierdziły: Ta mała dziewczynka wie wszystko. Ona jest najlepsza ze wszystkich.
Jednak o przystąpieniu do Komunii Świętej dziecka w tym wieku musiał zadecydować biskup. Słysząc o chęci dopuszczenia do komunii dziecka, które nie skończyło nawet 6 lat, stanowczo się sprzeciwił. Mam sześć lat bez trzech miesięcy - broniła się Anna. Biskup długo był nieprzejednany, ale wielkie pragnienie dziecka, które pragnęło spotkać się z Jezusem i swoja modlitwą szturmowało bramy nieba odniosło skutek. Biskup zgodził się dopuścić Anię do specjalnego egzaminu, aby sprawdzić czy już naprawdę jest przygotowana do przyjęcia Pana Jezusa. Kiedy ojciec egzaminator zobaczył Annę, odmówił. Przecież to jeszcze małe dziecko! To naprawdę przesada!
W końcu jednak doszło do egzaminu: trwał długie pół godziny.
Najtrudniejsze były pytania badające dojrzałość sumienia.
- Jakie są twoje wady główne? - pytał ojciec egzaminator.
- Pycha i nieposłuszeństwo.
Tu Anna rozwiała wszelkie wątpliwości surowego egzaminatora. Doskonale rozumiała, że przygotowanie się do przyjęcia Pana Jezusa polega nie tylko na dogłębnym poznaniu katechizmu. To przede wszystkim poznanie siebie - swoich słabości i odnalezienie własnej drogi do Boga. Mądry egzaminator zauważył to u tego niezwykłego dziecka. Skierował rozmowę na problem, z którym Anna musiała się uporać w praktyce - na posłuszeństwo.
- Kiedy Pan Jezus jest posłuszny?
- Podczas Mszy, w momencie przeistoczenia.
- A na jakie słowa jest posłuszny?
- To jest Moje Ciało, to jest Moja Krew.
Odpowiedzi dziewczynki nie pozostawiały wątpliwości - ona naprawdę jest już gotowa na przyjęcie Pana Jezusa. Ojciec egzaminator w rozmowie z panią de Guigné wyraził to bardzo pięknie: Proszę Pani, ona jest nie tylko przygotowana, ale życzyłbym sobie i Pani, by nasza religijność zawsze była na takim poziomie, jak u tego dziecka.
Annę przepełniło szczęście: to przecież Jezus chce do niej przyjść! To On sprawił, że znikły przeszkody! Miała świadomość ogromnej rangi tego wydarzenia. Tylko jedno ją smuciło: Jaka szkoda, że Taty jutro nie będzie. Lecz kiedy jej wyjaśniono, że ojciec z wysokości Nieba będzie świadkiem jej szczęścia i będzie w nim uczestniczył bardziej niż ktokolwiek inny, powiedziała: Och! To wspaniale! Jestem taka szczęśliwa! I odnalazła całą swoją radość.
Jej postępy były tak wielkie, że pozwolono jej przyjąć Ciało Chrystusa już 26 marca 1917 roku, kiedy miała tylko sześć lat, po zaledwie 5 miesiącach przygotowań. Anna przystąpiła do Pierwszej Komunii w kaplicy św. Gertrudy. Szła bardzo skupiona, w skromnej sukni z białej piki, z różańcem z kryształu. Kaplica była przystrojona białymi kwiatami i zielenią, ale dla Anny nie istniało nic więcej poza tym spotkaniem, które wzbudzało w niej jakąś tajemniczą radość, z niczym nieporównywalną. Siostra zakonna, która przygotowała Annę i poznała ją bardzo blisko, mówi że zobaczyła, jak oczy Anny rozjaśniły się błyskawicą radości, której nigdy nie zapomni.
Od tej pory zaczęło się dla Anny życie w przyjaźni z Bogiem, którego, wierna poleceniom ojca egzaminatora, nie przestała nigdy naśladować, szczególnie w swoim posłuszeństwie. Na ołtarzu położyła mały liścik: Mój Jezu, ja Ciebie kocham i aby się Tobie podobać, podejmuję postanowienie bycia zawsze posłuszną!
Od czasu Pierwszej Komunii (czyli mając już 6 lat!) chodziła bardzo często na msze świętą. W jej czasach, by przystąpić do komunii trzeba było być na czczo - nie wolno było nic przed komunią jeść. Msze święte były więc tylko rano. Ania była gotowa wstawać wcześniej, by tylko móc spotkać się z Jezusem w Komunii św. Pragnęła nawet codziennie przystępować do Komunii. Niestety, ich dom znajdował się dosyć daleko od kościoła i nie każdego dnia ktoś mógł ją zaprowadzić.
Gdy była na mszy zawsze uczestniczyła w tym, co dzieje się na ołtarzu. Niewiele potrzeba było czasu i wyjaśnień, aby zrozumiała treść liturgii, by jego modlitwa stała pogłębiona, by nauczyło się czystej kontemplacji. W czasach, kiedy żyła Ania, Msza Święta była odprawiana po łacinie. Ludzie przynosili ze sobą "książeczki", w których był tekst Mszy Świętej w ich języku. Kiedyś Ania powiedziała swojej mamie:
- Mamo, czy pozwolisz mi modlić się podczas Mszy bez książki?
- Dlaczego, kochanie?
- Ponieważ ja znam na pamięć modlitwy z mojej książeczki i czytanie przeszkadza mi się skupić, a kiedy ja mówię do Jezusa, nie jestem wcale rozproszona. To jest tak samo jak w czasie rozmowy: wie się bardzo dobrze, co się komu mówi.
Dla Anny Msza święta stała się pragnieniem serca i prawdziwym spotkaniem z Jezusem. Uczmy się od niej, jak uczestniczyć we Mszy św., a idąc za jej wzorem niech każde dziecko robi wszystko, by przynajmniej raz w tygodniu, poza niedzielą, być na Mszy św.
Opracowano na podstawie książki Reneé de Tryon-Montalembert, Mała uczennica Jezusa, Anna de Guigné, Poznań 2005.