Menu
» oaza
» kronika
» grupy
» animatorzy
» schola
» oazy letnie
» zdjęcia
» nasz kościół
» ruch oazowy
» święci
» modlitwy
» rok liturgiczny
» książka gości
» linki

Warto zobaczyć
Błogosławiony Michał Giedroyć   
Lourdes   
Sługa Boży, ks. Franciszek Blachnicki

Franciszek BlachnickiKs. Franciszek Blachnicki urodził się w 1921 r. w Rybniku na Śląsku. Od samego dzieciństwa doświadczał szczególnej opieki Bożej. Gdy miał 6 lat, bawiąc się z bratem, wpadł do studzienki kanalizacyjnej. Stracił przytomność, którą odzyskał dopiero w szpitalu. Po wielu latach ksiądz Franciszek Blachnicki nazwie to wydarzenie "pierwszym ocaleniem", ponieważ doświadczył wtedy - jak był o tym przekonanym - działania Opatrzności Bożej.

W latach młodzieńczych, w życiu Franciszka Blachnickiego wielką rolę odegrało harcerstwo. Tam nauczył się kształtować własny charakter poprzez ćwiczenie woli, które sprawiało, że stawał się "kimś". Harcerstwo było dla niego - jak mawiał - "aniołem stróżem" jego młodości. Był to ważny etap w jego życiu, gdyż charakterystyczne dla harcerstwa wartości i metody wychowawcze, znalazły później swe odzwierciedlenie w pracy z młodzieżą, w grupach oazowych. Jednocześnie uczył się szukania sensu i celu życia. Nie chciał się bawić, jak inne dzieci, dla samej zabawy. Dla niego zabawa musiała być sensowna, coś dawać, coś w nim rozwijać. To podejście zostało w ks. Blachnickim do końca: szukał tego, co potrzebne, co sensowne, co rozwijające.

Ks. Franciszek Blachnicki zawsze postępował według planu. Zanim przystąpił do działania, zawsze, już od młodzieńczych lat, musiał je zaplanować i przemyśleć. Nie zdawał się na "powiew losu", ale sam twórczo kształtował rzeczywistość wokół siebie. Dziś wiemy, że to przede wszystkim Bóg miał swój plan wobec Założyciela Ruchu Światło - Życie. By Boży plan mógł być zrealizowany, nieraz plany młodego jeszcze Franciszka musiały zostać pokrzyżowane. Planował zostać politykiem albo wojskowym, aby czynić dobro dla kraju. Jednak na studia, które miały umożliwić karierę polityczną, nie został przyjęty, bo wymagano wtedy odbycia najpierw służby wojskowej. Zgłosił się więc do wojska na ochotnika, przeszedł roczne przeszkolenie i gdy w 1939 r. wybuchła wojna, był gotów z męstwem i odwagą bronić ojczyzny. Jego garnizon został jednak otoczony przez siły hitlerowskie i zmuszony do kapitulacji. Zamiast walczyć, już we wrześniu 1939 r., znalazł się w obozie jenieckim. Pan Bóg nie pozwolił mu walczyć, bo Boży plan wobec niego był inny.

Franciszek nie byłby sobą, gdyby dał się złamać: zaplanował ucieczkę z obozu, która się powiodła i wrócił do Tarnowskich Gór, gdzie mieszkał przed wojną. Jeszcze jesienią 1939 r. przystąpił do organizowania podziemnej grupy oporu, aby walczyć z okupantem. Okazało się jednak, że jeden z wciągniętych do konspiracji chłopców, wydał wszystkie plany gestapowcom. Franciszek, w porę ostrzeżony, zdołał uciec i ukryć się kilkaset kilometrów od Śląska. I tu znowu Bóg pokrzyżował jego plany, by mógł się zrealizować Boży plan.

F. BlachnickiWydawało się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, ale już po kilku miesiącach został przez Niemców wytropiony i aresztowany. Zaczęły się długie przesłuchania, a następnie, w 1940 r. trafił do nowotworzonego wtedy obozu w Oświęcimiu, gdzie został zarejestrowany jako jeden z pierwszych więźniów. Spędził tam 14 miesięcy, z czego 10 w kompaniach karnych. Wciąż był dla Niemców zbyt "niepokorny": szukał kontaktu ze światem zewnętrznym oraz "za bardzo" troszczył się o współwięźniów.

Po jakimś czasie śledztwo prowadzone przez gestapo w sprawie zorganizowanej przez Franciszka grupy oporu zostało wznowione, sam Blachnicki został przewieziony do więzienia w Katowicach, a następnie, przed sądem niemieckim, skazany na karę śmierci przez ścięcie, za działalność przeciwko III Rzeszy. Dla młodego, dwudziestoletniego chłopca, który był pełen życia, chciał pracować i walczyć dla dobra ojczyzny i ludzi, był to wielki szok. Jednak Bóg i w takiej sytuacji - zdawałoby się bez wyjścia - dalej realizował swój plan. Właśnie wtedy Franciszek Blachnicki doświadczał bolesnego obumierania tego wszystkiego, co stanowiło istotę jego "pomysłu na życie": Bóg uciął mu wszelką możliwość działania opartego jedynie na ludzkich rachubach. Przebywając w celi śmierci i oczekując wykonania wyroku, przechodził swoją "ciemną noc" oczyszczenia duchowego: zmagał się z pytaniem o sens tego, co go spotkało. Światło przyniosła mu książka o Kazaniu na Górze. Czytając ją, 17 czerwca 1942 r., otrzymał łaskę wiary i przeżył głębokie nawrócenie. Odkrył, że zostało mu darowane życie - życie wieczne! Był to najważniejszy dzień w jego życiu. Sam nazwał go "nowym narodzeniem". Odtąd oczekiwał już na przyjście kata spokojnie, pełen pogody ducha. Nie znaczy to, że wcześniej był niewierzący: był ochrzczony, wychowany w rodzinie wierzącej i praktykującej. Jednak w więzieniu odkrył wiarę jako rzeczywistość żywą, jako osobiste spotkanie z Bogiem. Do tej pory to on sam planował swoje życie, liczył na własne talenty, których nigdy mu nie brakowało. W celi śmierci zobaczył, że wszystko, co ma jest darem od Boga i od tej pory nie może już liczyć na siebie, ale na Boga. W końcu okazało się, że został ułaskawiony, karę śmierci zamieniono mu na 10 lat ciężkiego więzienia po zakończeniu wojny.

ks. Franciszek BlachnickiJego nawrócenie zaowocowało podjęciem trudu służby tylko jednemu Panu - Jezusowi. Zaczęły w nim rodzić się pierwsze idee dojrzałego życia chrześcijańskiego, które rozbudowuje wokół tej najważniejszej: osobistego przyjęcia Chrystusa jako Pana i Zbawiciela do swojego serca. Dochodzi do wniosku, że człowiek nie żyje po to, aby korzystać z życia (służyć samemu sobie), lecz by się doskonalić, walczyć o ideał życia. Pragnął w ten sposób pogłębić swoją wiarę i według niej układać życie codzienne. Wojenne doświadczenia pokazały młodemu Franciszkowi jak płytkie jest tradycyjne chrześcijaństwo. "Ludzie nabywają pewnych form, pewnej ogłady: wypada - nie wypada, lecz w warunkach takich jak obóz wychodzi to, co naprawdę siedzi w człowieku, jak i to, czego w nim nie ma... Widziałem, że dla wielu chrześcijaństwo, religia to nie samo życie, lecz pewna ilość nawyków" - mówił.

Czas do końca wojny spędził jako więzień będąc nieustannie przenoszonym między więzieniami i obozami. Mimo, iż sam był schorowany, to gdzie tylko mógł angażował się w organizowanie pomocy dla ciężko chorych współwięźniów. Gdy w 1945 r. na terenie Niemiec, tuż po wojnie, znalazła go jego rodzona siostra, nie chciał wracać od razu do domu, pozostał, aby do końca służyć opieką chorym z obozu. Na Śląsk wrócił w końcu lipca i pomimo słabego zdrowia, już w początku sierpnia, zgłosił się do seminarium duchownego w Katowicach. W seminarium był jednym z najzdolniejszych kleryków. Już wtedy odkrył piękno liturgii, w której się rozmiłował, a także zdobywał pierwsze doświadczenia w pracy na polu abstynenckim.

Pierwszą parafią Neoprezbitera były Tychy. Tam zajął się formacją ministrantów. W latach 50-tych była to jedyna grupa działająca na terenie parafii. W swojej pracy duszpasterskiej uwrażliwiał ministrantów na to, by świadomie sprawowali powierzone im funkcje w czasie liturgii. Ksiądz Franciszek Blachnicki otrzymał od Boga dar wypracowania nowego stylu pracy z młodzieżą. W parafii Rydułtowy, gdzie pracował najdłużej, powstała pierwsza "Oaza Dzieci Bożych". Stąd też wyruszył z nimi na pierwsze wakacyjne rekolekcje, które nazwał "oazą" (rok 1953). Z biegiem lat oazy przekształciły się w Ruch Światło-Życie, obejmujący już nie tylko dzieci, ale także młodzież, a z czasem i dorosłych wszystkich stanów (powstają nawet oazy dla księży i kleryków).

ks. Franciszek BlachnickiChyba nie wszystko jednak zrozumieliśmy z zamysłu Założyciela Oazy, gdyż wciąż jeszcze pokutuje przekonanie, że Ruch Światło-Życie, to pomysł na pobożne spędzenie wakacji przez dzieci i młodzieży, albo że "oaza" to program dla wybrańców, szukających czegoś więcej, natomiast ogół katolików może zadowolić się "programem minimalnym". Tymczasem, w zamyśle sługi Bożego celem "ruchu oazowego" miała być odnowa Kościoła, zgodna z zamysłem Soboru Watykańskiego II. U podstaw tegoż ruchu kryje się wizja przemiany parafii w środowisko autentycznego życia chrześcijańskiego. "To, co robimy w oazach - mówił do księży oazowiczów - to nie jest margines, to nie jest jakiś dodatek, my po prostu wypracowujemy model życia chrześcijańskiego, który dzisiaj jest postawiony całemu Kościołowi przez Sobór. Na razie daje się to urzeczywistniać tylko w pewnych grupach elitarnych, powoli, na zasadzie ruchu, ale musimy mieć świadomość, że to jest model docelowy. To jest coś nie obok, ale właśnie w sercu duszpasterstwa".

Ciąg dalszy »
Różaniec ze sługą Bożym ks. Franciszkiem Blachnickim
© 2005-2008, Oaza w parafii Matki Bożej Królowej Polski, Toruń.