Menu
» oaza
» kronika
» grupy
» animatorzy
» schola
» oazy letnie
» zdjęcia
» nasz kościół
» ruch oazowy
» święci
» modlitwy
» rok liturgiczny
» książka gości
» linki

Warto zobaczyć
Bł. Aniela Salawa   
Święty Dominik Savio   
Wielki Poniedziałek

Betania symbolem duchowej i głęboko ludzkiej przyjaźni.
           J 12,1-11

Klimat Jerozolimy. Pan jako pokorny Zbawiciel wjeżdża na osiołku do jaskini zbójców, dobrowolnie zgadza się na to, co ma Go tam spotkać, a będąc do głębi Człowiekiem, łaknie ludzkiej przyjaźni... Potrzebuje chwili odpoczynku, napięte nerwy i cały dramat, który ma się rozegrać, domagają się uciszenia w atmosferze przyjaźni, głęboko ludzkiej, a jednocześnie duchowej.
Jezus ten klimat odnajduje w Betanii, która od tej pory staje się miejscem - symbolem przyjaźni.
Pragnąc jej Jezus ukazuje nam swoją delikatną miłość, która potrzebuje pociech, szuka wzajemności, która daje okazję do rozwijania miłości.

Jezus jest dzisiaj do głębi ludzki. Przychodzi do Łazarza, Marty i Marii, trzech różnych temperamentów, historii życiowych, poziomu duchowego.

  • Marta — przesadnie zatroskana i zaaferowana usługiwaniem Jezusowi.
    On ją przyjmuje i kocha taką, jaką jest, ale jednocześnie ostudza jej nadmierny zapał i osadza na miejscu "... nie wiele zaś potrzeba, tylko jednego".
  • Maria — jest trochę zakochana, zafascynowana Jezusem, zapatrzona w Niego i zdumiona, że znalazł się Ktoś, kto ją przyjął taką, jaką jest. Czyni dziwne gesty, gesty prorockie, gesty szalonej miłości, których forma jest nie dopuszczalna dla porządnej żydowskiej kobiety;
    Jezus patrzy głębiej niż ludzkie stereotypy i przyjmuje ten prorocki gest, sam nazywa go prorockim: "Przechowała to, żeby namaścić Mnie na dzień mojego pogrzebu."

    Przyjaźń, z jaką Jezus spotkał się w Betanii i duchową i jednocześnie głęboko ludzką; On się jej nie wstydził i nie bał.
    Objawiła się ona w małych, prostych gestach, między innymi uczty.
    Jezus przychodził do Betanii i odnajdywał tam atmosferę, która umacniała Jego Serce, która apelowała do Jego człowieczeństwa dowodząc, że warto umierać dla ludzi kiedy ma się takich przyjaciół.

    Przyjaźń duchowa i głęboko ludzka jest drugim darem po łasce uświęcającej Ducha Świętego i jeżeli jest nie egoistyczna, nie adoracyjna, ale prawdziwa - jest niesamowitą siłą zapładniającą w sensie duchowym i głęboko ludzkim nasze działania. Jest ona święta i dobra. Jest ona tak samo potrzebna w świecie jak i w zakonie, ponieważ zapewni niezmierną przeźroczystość, klimat, w którym człowiek jest w stanie otworzyć się wobec drugiego człowieka, a przez to jest w stanie otworzyć się względem Boga.

    Jakże ogromnej delikatności potrzebuje ten, który duchowo posługuje ludziom, kiedy spotyka osobę totalnie poranioną przez swojego ojca, która nie potrafi - nieraz fizycznie - wypowiedzieć modlitwy "Ojcze nasz", ponieważ słowo "ojcze" kojarzy jej się z tym, co najgorsze.

    Jeżeli nie znajdzie kogoś, kto ją przytuli i przygarnie taką, jaką jest i nie zapewni jej bezpieczeństwa ludzkiej przyjaźni, ona Boga nigdy nie nazwie swoim Ojcem. Jeżeli my tego tak potrzebujemy, to nie może być czymś złym.

    Miłość partykularna jest niebezpieczna tylko wtedy, kiedy jest sentymentalno - egoistyczna. U kobiet jest wyjątkowo niebezpieczna, ponieważ przywiązują się one do szczegółów, do detali, podczas gdy mężczyźni mają z tym mniej problemów.

    Przyjaźń uczy prawdziwej, ufnej, bezpiecznej, radosnej i twórczej miłości do innych ludzi. Wszyscy jesteśmy niebywale płodni w tego typu kontaktach, w zdrowych, betańskich kontaktach. Jeżeli ich nie mamy, to naszych twarzach to widać. Są skurczone, związane prawem, obserwą, przepisami, punktami do wypełnienia. Brak im tego ciepła, które prawdopodobnie, w czasie tej uczty, gościło na twarzach Jezusa, Łazarza, Marty i Marii.

    Przyjaźń z Betanii, gdzie Jezus ładował Swoje ludzkie akumulatory, aby móc spokojnie iść na szczyt Golgoty.

    Przyjaźń prawdziwie duchowa i ludzka sprawia, że wiele rzeczy można podejmować w sposób wspólnotowy, nie mocą prawa, ale mocą zaufania i otwartości. Trzeba dorosnąć do takiej przyjaźni.

    Otrzymać taki dar - bo to jest dar Jezusowy, dar Ducha Świętego - pielęgnować go w sobie, rozwijać, przejawiać w sposób prawdziwie owocny i twórczy - nie jest łatwo.

    Prościej jest rządzić się prawem, przepisami, sprawiedliwością. Prawdziwa przyjaźń jest znacznie trudniejsza, ale za to niezmiernie słodka. Jest czymś, co sprawia, że człowiek jest gotów przemierzyć boso Syberię, aby spotkać się z kimś, kto jest prawdziwym przyjacielem. A jeżeli jest nim jednocześnie Jezus - który nie jest dla mnie tylko Zbawicielem, zasadą postępowania, pobożną tradycją, ale jest Osobą, która na moim punkcie oszalała, która się we mnie zakochała i którą ja zaczynam kochać, zaczynam żyć z Nim w ufnej, bezpiecznej przyjaźni - to wtedy rzeczywiście jestem gotów popędzić boso przez Syberię, aby Go spotkać gdzieś na Kołymie.



    Wielki Tydzień - medytacje
  • © 2005-2008, Oaza w parafii Matki Bożej Królowej Polski, Toruń.