Mam na imię Marta i chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem z rekolekcji, które niedawno przeżywałam w Wejherowie. Jak już niektórzy z Was wiedzą jestem chora. Cztery miesiące temu stwierdzili u mnie stwardnienie rozsiane (sm). Diagnoza była szokiem dla wszystkich. Dla mnie wszystko straciło sens. Zaczęły się codzienne pretensje do Boga. Codziennie, gdy wstawałam, zamiast modlitwy, mówiłam: "Dlaczego? Dlaczego akurat ja? Jesteś niesprawiedliwy! Nie kochasz mnie!". Ten bunt przeciw Niemu trwał aż do czasu rekolekcji.
Już na pierwszym spotkaniu w grupach powolutku coś zaczęło we mnie pękać. Zaczęłam uświadamiać sobie, że Bóg ma wobec mnie wspaniały plan. Wobec Ciebie też! Na początku było jeszcze trochę buntu: "jak to wspaniały? Jego zdaniem choroba jest czymś pięknym?". Na szczęście już trzeciego dnia doznałam wspaniałej i niezwykłej łaski Pana. On uzdrowił moją duszę. Sprawił, że narodziłam się na nowo. Podczas szkoły modlitwy prowadzonej przez siostrę Edytę, uświadomiłam sobie, że ja nie umiem się wcale modlić. Przez te całe cztery miesiące, gdy tego nie robiłam, wszystko wyleciało. Jednak dzięki Bogu, który w tym przypadku działał przez Siostrę, powróciłam do modlitwy, nauczyłam się jej na nowo i z dnia na dzień coraz bardziej się w niej zagłębiam.
Czwarty dzień rekolekcji był najwspanialszym dniem, będę go pamiętać zapewne do końca życia. Tego dnia przyjęłam Jezusa jako jedynego Pana i Zbawiciela. Stojąc (ze względu na kule) powiedziałam Mu: "Kocham Cię Jezu! Pragnę abyś stał się moim jedynym Panem i Zbawicielem. Bez Ciebie jestem słaba. Oddaje się Tobie w całości, oddaje Ci moje życie, moją chorobę. Niech się dzieje wola Twoja. Ufam Ci mój Panie i Zbawicielu.". Od tego momentu wszystko się zmieniło, stało się łatwiejsze, czułam taki niezwykły pokój w sercu. Z dnia na dzień coraz bardziej odczuwałam Jego obecność, Jego miłość. Od tego dnia, to nie ja już żyje, ale żyje we mnie Jezus i to On kieruje moim życiem.
Zaczęłam bardzo dużo z nim rozmawiać, tzn. na początku, to tylko ja do Niego mówiłam, ale nie potrafiłam usłyszeć Jego głosu. Zmieniło się to dopiero gdy pojechałam któregoś dnia z księdzem, Kingą, an. Anią i Moniką do sióstr Pustelniczek, gdzie panuje niezwykle wspaniała cisza. Adorowaliśmy tam Jezusa i właśnie podczas tej osobistej adoracji pierwszy raz usłyszałam głos Boga.
Z tego miejsca dziękuję bardzo siostrze Edycie i księdzu Bogusiowi, bo to dzięki nim tam pojechałam. Poza tym, że oddałam się Jezusowi, zawierzyłam także moje życie, moją chorobę, całą siebie Maryi. Podczas Mszy św., która odbywała się w Sanktuarium Matki Bożej Wejherowskiej, przyjęłam Szkaplerz. Było, to następne wydarzenie, które zapadnie zapewne na długo w mojej pamięci. Od czasu gdy noszę Szkaplerz czuję się o wiele bezpieczniej, spokojniej. Czuję się tak, jakbym zyskała jeszcze jedną Mamę. W czasie tych rekolekcji uświadomiłam sobie także, wiele grzechów, które kiedyś popełniałam, a z których nigdy się nie spowiadałam i jedenastego dnia, gdy mieliśmy spowiedź, po zrobieniu bardzo szczegółowego rachunku sumienia, (nigdy jeszcze nie robiłam rachunku sumienia przez 2 dni!) klęknęłam w konfesjonale i wyznałam wszystko dokładnie. Odchodząc z konfesjonału odczułam wielką ulgę i radość. Radość z tego, że mi takiej grzesznicy Miłosierny Bóg odpuścił każde przewinienie.
Poza tym w czasie tych rekolekcji zrozumiałam też to, że cierpienie ma sens i moja choroba także. Uświadomiłam sobie, że wiele mi ona daje i uczy mnie innego spojrzenia na życie, na Boga. Któregoś dnia podczas wieczornej modlitwy podziękowałam za moją chorobę. Od tamtej pory robię, to każdego dnia. Na zakończenie już chciałabym serdecznie podziękować naszym kochanym moderatorom: ks. Bogusiowi i s. Edycie, wszystkim animatorom a w szczególności an. Justynie i w ogóle dziękuję wszystkim za pomoc w chodzeniu po schodach oraz za każdą pomoc mi okazaną i za każdy wasz uśmiech. Bóg mnie kocha, czuję to. Was też kocha, ale pamiętajcie, że mnie bardziej, bo mnie doświadcza swoją wielką miłością przez mój krzyż, którym jest choroba i za to wszystko CHWAŁA PANU!!! :)