Menu
» oaza
» kronika
» grupy
» animatorzy
» schola
» oazy letnie
» zdjęcia
» nasz kościół
» ruch oazowy
» święci
» modlitwy
» rok liturgiczny
» książka gości
» linki

Warto zobaczyć
Św. Agnieszka   
Błogosławiony Michał Giedroyć   
Świadectwo z ONŻ I stopnia w Wejherowie

Dzieląc się moim świadectwem i przeżyciami z tegorocznych rekolekcji pragnę Wam opowiedzieć o tym, jak Chrystus przemienił moje życie. Dla niektórych może wydawać się to dziwne, jak w ciągu 15 dni Pan Bóg może odmienić człowieka, który dąży do zbawienia przez ziemską pielgrzymkę wciąż upadając i popełniając te same grzechy. Wiem to z własnego doświadczenia i dlatego o tym piszę. Człowiek jest istotą słabą i bardzo szybko upadnie, gdy nie będzie przy nim Chrystusa, który zawsze pomaga powstać z upadku. Pan Bóg zawsze pozwala zacząć każdemu z nas od nowa, jeśli pozwolimy wejść Chrystusowi do naszego życia. Pozwolę sobie przytoczyć fragment piosenki, której nauczyłam się na rekolekcjach. Są to słowa mające dla mnie wartość: "CIĄGLE ZACZYNAM OD NOWA CHOĆ CZASEM W DRODZE UPADAM..."

Rekolekcje oazowe pierwszego stopnia odbyłam w Wejherowie. Były to drugie rekolekcje w moim życiu. W oazie jestem od 5 lat, ale nie jeździłam na rekolekcje, ponieważ bałam się tego klimatu, jaki tam panuje, oraz tego, że nie podołam obowiązkom. Po 3 latach przerwy między rekolekcjami zaczęłam się poważnie zastanawiać czy pojechać na pierwszy stopień do Wejherowa. Decyzja nie była łatwa do podjęcia, ale z pomocą mojej animatorki Justyny podjęłam pozytywną decyzję i czekałam do 15 lipca, ponieważ tego dnia rozpoczynał się drugi turnus rekolekcji. Czas mijał nieubłagalnie. Z dnia na dzień było coraz bliżej rekolekcji i coraz bardziej dręczyła mnie myśl, że "w co ja się wpakowałam". To uczucie trwało do dnia wyjazdu. W dzień wyjazdu serce me było napełnione radością, cieszyłam się, iż wreszcie doświadczę czegoś nowego.

Radość moja nie trwała długo. Już pierwszego dnia oazy przeżywałam kryzys. Miałam pokusy by wyjechać. Moje załamanie trwało przez pierwsze 3 dni. Wszystko zaczęło się zmieniać od dnia 4, gdy przyjęłam Pana Jezusa jako mego Zbawiciela. To było wspaniałe przeżycie... od tamtej chwili gdy spojrzałam Jezusowi "prosto w oczy", poczułam Jego obecność przy mnie. Jemu zawierzyłam siebie, zapragnęłam by Chrystus kierował moim życiem. Od tej cudownej chwili widziałam jak z dnia na dzień Chrystus obdarzał mnie swymi łaskami. Zerwałam ze "starym człowiekiem" i stałam się "nowym człowiekiem". Kolejnym ważnym przeżyciem była dla mnie adoracja Krzyża. W tym momencie Chrystus uświadomił mi jak bardzo mnie kocha i oddał za mnie życie. Ten moment był dla mnie wzruszający, łzy z oczu spływały mi po policzkach. Każdy mój grzech to gwóźdź, który przybił Chrystusa do drewnianej belki krzyża. W tym momencie nasunęła mi się pewna myśl: "To nie gwoździe Cię przybiły lecz mój grzech".

Również Pan Bóg uświadomił mi moją słabość i niewierność w modlitwie. Ja tak naprawdę nie potrafiłam się modlić. Zawsze miałam problemy z modlitwą. Trudno mi było się wyciszyć i nie słyszałam głosu Boga. Często myślałam o zupełnie innych rzeczach, a myśli moje skierowane były na innych rzeczach, tylko nie na Bogu. Prawdziwej modlitwy doświadczyłam dzięki siostrze Edycie, która prowadziła szkołę modlitwy. Dzięki temu moja modlitwa z dnia na dzień ulegała zmianie. Odczułam jak Duch Święty zsyłał na mnie łaski, które otwierały mnie na głos Boga, który przemawia do mnie w ciszy. Szczególnie nauczyłam się rozmawiać z Bogiem podczas "namiotu spotkania".

Nigdy w życiu nie czytałam Pisma Świętego, sprawiało mi to trudności, trudno mi było zanurzyć się w głąb ciszy, ciężko było zwalczyć i uciszyć wszystkie niepotrzebne myśli, które zagłuszały mi głos Boga. Po trudnej walce z tymi pokusami dostrzegłam w sobie zmiany, a to wszystko zawdzięczam Siostrze i klerykowi Łukaszowi, który zechciał mi poświęcić trochę swojego wolnego czasu na rozmowę. Nauczyłam się trwać przy Bogu, oddałam się Mu do dyspozycji. Na każdej modlitwie powtarzam wciąż te słowa: "Mów Panie, bo sługa Twój słucha".

Na oazie doświadczyłam pojednania się z Bogiem w sakramencie pokuty. Zanim przystąpiłam do spowiedzi, wcześniej na spotkaniu w grupie z animatorem Rafałem przygotowywaliśmy się do tej chwili pojednania przez wypisanie uczynków światłości i ciemności. Przez to powoli wprowadzałam siebie w rachunek sumienia, który pozwolił mi spojrzeć w głębię mojego serca. Dzięki tak dokładnemu rachunkowi sumienia poczułam w sercu radość gdy Bóg dał mi kolejną szansę by móc zacząć wszystko od nowa. Czułam się szczęśliwa i pojawił się uśmiech na mej twarzy, bo miłość Boża mnie rozgrzeszyła. Z dnia na dzień zauważałam jak Pan Bóg we mnie działa. Szczególnie przybliżyłam się do Jezusa podczas drogi krzyżowej. W tym dniu byłam przy cierpiącym Chrystusie i łączyłam się z Nim przez wyrzeczenie się z przyjemności.

Po 12 dniach musiałam podjąć poważną decyzję o podpisaniu Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Nie było to dla mnie łatwe, a zwłaszcza gdy jechałam na rekolekcje to miałam postanowione, że krucjaty nie będę podpisywać! Znowu mogłam zobaczyć jak Pan Bóg po raz kolejny mnie "łamie" i z pomocą Ducha Świętego, który mnie skierował z wypełnioną deklaracją KWC przed Oblicze Boga.

Przybywając na rekolekcjach dane mi było doświadczyć prawdziwej ciszy, która ogromnie wpłynęła na mój rozwój duchowny. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie kościół w Grabowcu, w którym nasza wspólnota uczestniczyła w Eucharystii. Klimat w tym kościele był bardzo sprzyjający modlitwie. Każdy zapatrzony w Boga słuchał Jego głosu, który przemawiał do nas w tej niesamowitej ciszy. Nic mnie nie zdołało odłączyć od Boga. Przez moment wydawało mi się, że jestem w niebie, ponieważ siostry pustelniczki pięknie śpiewały anielskim głosem. To było naprawdę cudowne... Dzięki tej ciszy, którą wprowadzała Siostra przeżyłam cudownie tę Eucharystie w Grabowcu. Także teraz dostrzegam Chrystusa znajdującego i modlącego się w mojej głębi.

Wyjeżdżając z tegorocznej oazy nauczyłam się, że życie kierowane przez Chrystusa to odwracanie się od swojego "ja", a jednocześnie poddanie się Jezusowi. Uświadomiłam sobie, że Bóg mnie miłuje i ma wobec każdego z nas wspaniały plan. Teraz już się nie boję o przyszłość, bo wszystko zawierzyłam Panu. Nie jak ja chcę, ale jak Bóg chce. Niech się dzieje wola Boża... Czuję, że Bóg jest blisko mnie i oświeca mą drogę, którą podążam każdego dnia. Tegoroczne rekolekcje były dla mnie ogromnym przeskokiem w moim życiu. Jestem pewna, że moje życie zostało odmienione i nie żałuję decyzji, którą podjęłam o wyjeździe na rekolekcje. Był to błogosławiony czas dla mnie. Wracałam do domu z pewnymi postanowieniami. Ufam Bogu, że starczy mi sił by być wierną w moich postanowieniach. Nie chce stracić tych łask, którymi Pan Bóg mnie obdarzył. Jestem bardzo szczęśliwa po powrocie do domu.

Na zakończenie pragnę podziękować siostrze Edycie i księdzu Bogusiowi za wspaniałe rekolekcje. Także dziękuję klerykom: Rafałowi i Łukaszowi. Z radością piszę, że gdyby nie takie grono moderatorów i animatorów rekolekcje przeżyłabym inaczej. Za ten wspaniały i błogosławiony czas, za wszelkie łaski, którymi Pan Bóg mnie obdarzył niech będzie CHWAŁA PANU! ... "To mój Pan wiele mi uczynił On moim Bogiem... On mnie uzdrowił"

Magda B. z Gdańska


Świadectwo Marty
Świadectwo Dominiki
Świadectwo Ady
Zdjęcia z rekolekcji
© 2005-2008, Oaza w parafii Matki Bożej Królowej Polski, Toruń.