W tym roku byłam po raz piąty na letnich rekolekcjach oazowych, jednak na ONŻ I stopnia przyjechałam po raz pierwszy. Tak na dobrą sprawę mogłoby mnie na tych rekolekcjach nie być, bo wszyscy wokół mnie chcieli żebym pojechała drugi raz na ONŻ 0 stopnia, ale najwyraźniej Bóg chciał inaczej. Poprosiłam o pomoc pewną osobę, która zdecydowała się wziąć za mnie odpowiedzialność i dopuścić mnie do ONŻ 1 stopnia. Dziś widzę, że była bardzo trafna decyzja.
Uważam te rekolekcje za jedyne, które tak naprawdę "przeżyłam". Poprzednie rekolekcje nie były przeze mnie traktowane tylko jak kolonie, jednak zatrzymywałam się na nich wyłącznie na uczuciach. Modlitwa polegała na odczuciu bliskości wspólnoty, a nie na prawdziwej i szczerej rozmowie z Bogiem.
Pierwsza podstawowa zmiana, która się we mnie pojawiła po tych rekolekcjach jest właśnie poznanie modlitwy. Nie była to jednak jedyna wartość, którą wyniosłam z tych rekolekcji.
Pewnie będę się powtarzać, ale najwspanialszym wydarzeniem na rekolekcjach i nie wiem czy nie w moim całym życiu było przyjęcie Chrystusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Na spotkaniu w grupach, które miało miejsce kilka godzin przed podjęciem tak ważnej decyzji, uważałam się za osobę nieprzygotowaną do tego wydarzenia. W mojej głowie pojawiało się pytanie "Czy Ci, którzy chcieli żebym jednak pojechała na zerówkę nie mieli racji?". Ta wątpliwość tkwiła we mnie aż do momentu nabożeństwa, na którym owo ważne wydarzenie miało miejsce. Kiedy jednak podeszłam do Najświętszego Sakramentu, Pan mnie objął swoimi ramionami i wtedy poczułam się bezpiecznie i pewnie; wiedziałam, że od tej pory moje życie nie należy już do mnie, ale do Niego. Powiedziałam Mu prosto w twarz i z pewnością: "Żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus".
Następnym przełomem na rekolekcjach był wyjazd na Dzień Wspólnoty, na którym podpisałam krucjatę w intencji bliskiej mi osoby. W moim sercu zagościła radość, że Pan dał mi tyle sił, abym sama mogła walczyć ze zniewoleniem przez alkohol i jeszcze podać rękę komuś słabszemu.
Na jedynce nauczyłam się żyć w ciszy. Z początku było mi bardzo ciężko. Czułam, że jestem pod presją, że moderatorzy mi tą ciszę narzucają. Nie podobało mi się to. Nie chciałam się do tego dostosować. Teraz jednak widzę swój błąd. Po wyjeździe do Grabowca zobaczyłam, jaka cisza może być wspaniała; dopiero tam w stu procentach nauczyłam się słuchać głosu Pana, który właśnie w ciszy mówi nam wszystkie najwspanialsze rzeczy i obdarza nas niezliczonymi łaskami.
Kolejnym wspaniałym wydarzeniem było przyjęcie szkaplerza. Szkaplerz chciałam przyjąć już w zeszłym roku, jednak wynikły pewne problemy i szkaplerza nie przyjęłam. Kilka dni przed tym uroczystym momentem czułam ogromną radość i nie mogłam się już doczekać tej cudownej chwili, a kiedy przyszedł moment nałożenia szkaplerza, czułam się jakby Maryja mnie przytuliła i wtedy uznałam ją za swoją mamę. I tak już zostało. Codziennie odczuwam bliskość Maryi i wiem, że mogę się do niej zwrócić z każdym kłopotem. Ona zawsze daje odpowiedź.
Za wszystkie łaski, których doznałam na tych rekolekcjach: Chwała Panu!