28 grudnia 2005 r. mała grupka najbardziej wytrwałych odwiedziła s. Edytę w Słupsku.
Wszystko zaczęło się bardzo ciekawie. Mniej więcej o 10.20 wszyscy już byli na Dworcu Toruń Główny (no nie wszyscy, bo nie było Marka. Pomylił dni). Ledwo wsiadłyśmy do pociągu a już zmęczenie dało o sobie znać. Co niektórzy się zdrzemnęli. Pierwsza przesiadka czekała nas już po godzinie w Bydgoszczy. Drugi pociąg nie był już tak ciepły jak pierwszy. Podróż trwała trochę dłużej i lekko zmarzłyśmy. Chwile na ogrzanie przed następnym pociągiem miałyśmy na dworcu w Gdyni. Niektórzy w biegu (dosłownie) wypili herbatkę, a inni powędrowali do fast foodu po frytki. Omal przez to nie spóźniłyśmy się na pociąg, który zawiózł nas już do Słupska. Tam na dworcu przywitała nas siostra Edyta i animatorka Justyna z Gdańska Jeszcze tylko przeprawa autobusem przez miasto i nareszcie dotarłyśmy na miejsce. Animatorki zaraz po zdjęciu plecaków poszły na Mszę św. do kościoła, a my rozpakowałyśmy się i przygotowałyśmy do posiłku. Później już tylko nieszpory, i spać.
Drugi dzień był już mniej męczący niż pierwszy. Zaraz po jutrzni i śniadanku, odwiedziło nas parę osób ze Słupska i okolic (dokładniej 5). Wszyscy zebrali się w świetlicy (która znajduje się w piwnicy) i po krótkim zapoznaniu (1,5 godziny) poszliśmy na Mszę św. do kaplicy mieszczącej się w domu Sióstr, na piętrze. Mszę odprawiał ksiądz kapelan sióstr Klarysek. Była ona wyjątkowo długa, zwłaszcza kazanie, które jednak dawało do myślenia i było ciekawe. Później wszyscy zeszliśmy na herbatkę i kanapki, a następnie prowadziliśmy jeszcze długie rozmowy w świetlicy. Po obiedzie poszliśmy na spacer. Siostra zabrała nas do malowniczego parku, śnieg leżał dokoła, powoli zapadał zmrok. Było po prostu ślicznie. Po tej przechadzce poszłyśmy na adorację do kościoła sióstr Klarysek. Czas nam szybko minął i nim się obejrzałyśmy, było już po wszystkim. Została nam jedynie kolacja, nieszpory i spanie. No, przed spaniem jeszcze... gadanie.
Trzeci dzień był pełen wrażeń. Rano jak zwykle była jutrznia, śniadanie i zapowiedziana wcześniej niespodzianka: wyszliśmy z domu już przed dziewiątą i wsiedliśmy w autokar, który zawiózł nas prosto nad morze, do Ustki. Od razu poszliśmy na plażę, trochę się poopalać... e, to znaczy pospacerować. Towarzyszyli nam oazowicze ze Słupska. Na plaży był czas na wygłupy, zabawy, tańce. Było po prostu super. Mimo że spędziliśmy tam ładne parę godzin, to ku naszemu zdziwieniu nikt jednak nie zmarzł! Wszyscy byli bardzo zadowoleni z wyprawy. Po powrocie do Słupska była chwila czasu na herbatę i kanapki i bigos, który s. Edyta gotowała przez cały dzień. Po posiłku zeszłyśmy do świetlicy, teraz już w trochę mniejszym składzie, bo oprócz nas została z nami Agata (która już się wpisała w księgę gości) i Kasia.
Po ustaleniu hierarchii wartości, czym sami się podzielimy na najbliższym spotkaniu, Siostra podzieliła nas na dwie grupki i razem z naszymi Animatorkami udałyśmy się na spotkania. Ich tematem była modlitwa. Były one bardzo ciekawe. Później cała nasza szóstka ( oraz dwie aligatorki - jak to Siostra powiedziała) no i oczywiście Siostra, udała się do Sióstr Klarysek, na adorację. Wyglądała ona zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia. Po modlitwie wróciliśmy na posiłek i zaprosiłyśmy naszych gości do nas, na górę czyli do sypialni. Tam było trochę rozmów, śpiewania i śmiechu. Potem, niestety, musiałyśmy się pożegnać. Dziewczyny poszły na PKS, a my na Mszę św. Mamy nadzieję, że szybka wymiana telefonów pozwoli nam utrzymać kontakt. Zaraz po Mszy poszłyśmy na kolację. Po niej przyszedł czas na podsumowanie całego pobytu. Jeszcze nieszpory i spać, bo trzeba było rano wstać.
Ostatniego dnia musiałyśmy szybko wstać, ubrać się i spakować. Potem krótka modlitwa, szybka Msza i śniadanie, po nim jeszcze ostatnie spojrzenie, czy wszystko mamy i do autobusu. Na dworcu miałyśmy jeszcze 15 minut, aby pożegnać się z Siostrą i już byłyśmy w drodze do domu. Tym razem obydwa pociągi były ciepłe. Zaraz po wjeździe do Torunia czekała nas mila niespodzianka. ŚNIEG !! a raczej jego duża ilość !!
Nikt z nas nie spodziewał się, że spadło tyle śniegu i ten widok był zaskakujący. Niektórzy nawet zaliczyli orła (prawda Gosiu?)