Zamieszczamy niżej relację z rekolekcji oazowych III stopnia. Są to rekolekcje dla najstarszych uczestników;
w ciągu poprzednich trzech lat uczestniczyli w nich animatorzy z naszej wspólnoty - choć nie tylko z naszej, bo były
też osoby z Gdańska, Gdyni, Lublina i Słupska.
Rekolekcje III stopnia są ostatnim etapem formacji podstawowej w Oazie. Przez te piętnaście dni poznaje się bogactwo Kościoła poprzez wpatrywania się w jego historię, tradycję i różnorodność charyzmatów. Każdy dzień ma swój temat, w który byliśmy wprowadzani poprzez poranną konferencję. Potem, w ciągu dnia, staraliśmy się wykorzystać każdą chwilę i stwarzane nam sytuacje, by móc go lepiej zrozumieć, zanalizować i odnieść do swojego życia.
Codziennie pielgrzymowaliśmy. Celem naszych "wycieczek" było przyglądanie się i zapoznanie ze strukturą Kościoła, z wieloma zgromadzeniami zakonnymi: żeńskimi i męskimi oraz zaznajomienie się z historią poszczególnych miejsc, którą w bardzo interesujący sposób przedstawiał nam ksiądz. Tak oto zobaczyliśmy z bliska jak żyją i pracują karmelitanki bose, siostry betlejemitki, zmartwychwstanki, albertynki, ojcowie jezuici, dominikanie...Każde takie spotkanie i prowadzone rozmowy pozwoliły nam na nowo odkrywać żywy Kościół. Od każdej siostry i każdego brata biło jakieś przedziwne ciepło, otwartość, miłość i pokój. W każdym zakonie dało się odczuć ducha modlitwy. To niesamowite - ten sam Duch, a w tak różny sposób daje się Go doświadczyć!
Tym, co mnie szczególnie"uderzyło" była cisza u sióstr betlejemitek w Grabowcu, cisza, która nie była pusta, nie zaistniała jedynie z powodu milczenia, ale w niezwykły sposób napełniała. Cisza stała się też hasłem przewodnim tych rekolekcji. Doświadczyłam ciszy w sposób inny, żywy. Cisza, to czas spotkania z Panem, to czas dialogu z Tym, Który miłuje, to także zanurzenie się w Jego Słowie; wreszcie czas, w którym człowiek uczy się kochać i w którym Pan daje człowiekowi nadzieję.
To niesamowite, ale mocnej wspólnoty nie da się zbudować, kiedy jeden przez drugiego chce coś powiedzieć, kiedy chce być zauważony, a nawet wysłuchany i gada, gada... . Mocną i prawdziwą wspólnotę buduje się wtedy, kiedy JEST CISZA, kiedy nie mówi się o rzeczach niepotrzebnych. To wręcz nieprawdopodobne i trudne do przyjęcia, jeśli się tego nie doświadczy!!!
W Grabowcu zobaczyłam jak mówią, poruszają się... po prostu żyją siostry pustelniczki. Wszystko tu dokonywało się w ciszy i co piękne, w nieustannej łączności z Panem. Odniosłam wrażenie jakby siostry "stały już jedną nogą w niebie".
Wielkie wrażenie wywarło też na mnie uczestniczenie w południowej godzinie czytań u sióstr karmelitanek w Gdyni. Doświadczyłam wspólnoty, która naprawdę chce się modlić. Byłam pełna podziwu dla sióstr albertynek, które służą Bogu poprzez całkowite oddanie się ubogim, chorym i cierpiącym. Zakon kaznodziejski dominikanów w Gdańsku ujął mnie świetnością głoszonych homilii.
To ciekawe, że nie było miejsca, z którego nie wróciłabym ubogacona, w którym nie byłoby "czegoś", co zwróciłoby moją uwagę i zapadło nie tylko w pamięć, ale i w serce.
Prawdziwą szkołą patriotyzmu była dla mnie wizyta w Piaśnicy. Jest tam las, w którym w czasie wojny zamordowano w okrutny sposób tysiące Polaków. Podczas pobytu w tym miejscu uświadomiłam sobie jak ważne jest dla nas ich świadectwo. Wielu z nich zachowało wiarę i pokój do ostatnich chwil swojego życia, co stanowi dowód, że byli to prawdziwi męczennicy.
Miłość do Ojczyzny i szacunek do człowieka odezwały się we mnie także podczas statio przy pomniku "Trzech Krzyży" w Gdańsku. Będzie on mi zawsze przypominał o wartości ludzkiego życia, które jest darem Boga.
Bardzo ważnym doświadczeniem żywej wspólnoty była dla mnie Msza św. w kościele św. Jana w Gdańsku. Uświadomiłam sobie, że to nie wygląd kościoła (ten nie został po wojnie podźwignięty z ruiny) jest najważniejszy i stanowi o jakości wspólnoty, ale zaangażowanie, poświęcenie, a przede wszystkim modlitwa.
Dziesiątego dnia rekolekcji cała wspólnota brała udział w drodze krzyżowej na Kalwarii wejherowskiej. Istotne było to, że mogłam kroczyć śladami Męki Chrystusa, zatrzymując się przy kolejnych kapliczkach, których wnętrze z figurami i obrazami, wręcz, do mnie mówiło. W głębszym przeżyciu tego nabożeństwa pomogło mi nie tylko przechodzenie i słuchanie wprowadzeń w poszczególne stacje, ale także nasze spontaniczne modlitwy.
Bogactwo Kościoła na tych rekolekcjach poznawaliśmy także poprzez wpatrywanie się w osoby, które Kościół dał nam jako przykład, wzór godny naśladowania. Najdoskonalszym wzorem cichości, zaufania, wierności, wytrwałości, pokory, oddania do końca jest dla mnie Maryja, do której nieco zbliżyłam się w tym czasie. Pomagało mi w tym codzienne odmawianie różańca i zdobywana wiedza. Mogłam "uszczknąć" odrobinę z tej wielkiej Tajemnicy, jaką jest nasza Matka. Zawierzenie Maryi dokonało się przez przyjęcie szkaplerza świętego w szczególnym miejscu, w sanktuarium w Swarzewie.
Święci, którzy rzeczywiście zachwycili mnie swoim życiem, to w szczególności: Stanisław Kostka - wzór upartego dążenia do celu poprzez gorliwość i rezygnację z własnej wygody oraz Maksymilian Maria Kolbe - prawdziwy Rycerz Niepokalanej. Oni stali się dla mnie wzorem, a przez swoje wstawiennictwo, wierzę, że upraszają mi potrzebne łaski. Są więc dla mnie pomocą w dążeniu do Pana.
W głębokim przeżyciu rekolekcji pomagały mi dogodne warunki, z jakimi spotkałam się w ośrodku rekolekcyjnym w Wejherowie. Jest on usytuowany w miejscu, z którego mieliśmy łatwy dostęp do środków transportu tak, iż poruszanie się po Pomorzu nie sprawiało nam problemów. Sam wystrój i urządzenie ośrodka (obecność kaplicy - co dla nas było istotne) bardzo mi się podobały i bardzo dobrze spełniały swoją funkcję w naszym trybie rekolekcji. Ludzie odpowiedzialni za niego byli sympatyczni, mili i gościnni. Ośrodek jest dostępny dla każdego chętnego, gdyż nie naraża uczestników na wielkie koszty.
Justyna Zielonka i Monika Snopko
Z parafii pw. św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku