Na platformie widokowej.
Dopiero z pewnej perspektywy widać ogrom skał.
Biedna, skrępowana przez dzieci animatorka.
Podczas odpoczynku maluchy sobie troszkę polatały.
W drodze powrotnej spotkaliśmy Liczyrzepę. Na widok aparatu wydawał pomruki niezadowolenia.
Dał się jednak obłaskawić przy pomocy brzęczącej monety. Takie to czasy, że nawet legendarny duch gór stał się łasy na gotówkę.
Drogą stu zakrętów pojechaliśmy dalej.
Tym razem do sanktuarium w Wambierzycach.
Tam przed cudowną figurą Matki Bożej mieliśmy mszę św.
Po mszy i kupieniu pamiątek (obowiązkowy punkt każdego wyjazdu) przeszliśmy jeszcze drogą krzyżową na kalwarię.
Jedna z kaplic kalwaryjskich - Matki Bożej Bolesnej.
Ciąg dalszy »