Oczywiście nie zabrakło wojny na śnieżki. Podział był bardzo jasny - dzieci atakują Księdza.
Jak widać z takiego gradu kul nie dało się wyjść bez trafień.
Nie zostało więc nic innego, jak "utopić" kilkoro z dzieci w zaspach.
A może uda się Księdzu przed dziećmi schować na szczycie górki?
Chyba nic z tego. A więc szybka ewakuacja ślizgiem.
Chmara atakowała dalej.
Małe śnieżki, a tyle szczęścia.
Po takim wysiłku chwila by się napić.
Ksiądz jednak dozował po jednym łyku, by nie skończyło się chorym gardłem.
Kinia chyba już zmęczona.
A może kulig?
Najnowszy model ratraków do ubijania śniegu.
I to nie jeden.