I znowu jedziemy! Tym razem ranek był chłodny, a niebo wyglądało groźnie, więc
dzieci trochę się wystraszyły (czy może raczej rodzice). Została nas tylko trzydziestka,
w tym kilka osób zaprzyjaźnionej parafii św. Jakuba.
Pierwszy postój w lesie na Skarpie.
Między nami karatekami :)
Potem Ksiądz poprowadził nas do Lubicza, gdzie trzeba było wjechać na duuuużą
górę. Jak widać trup słał się gęsto...
... a pragnienie paliło.
Ewentualnie można było je gasić owocami.
Żwirownia - miejsce gdzie nad wodą rozbiliśmy biwak.
Dzieci od razu ruszyły przeszukać brzeg...
...oraz sprawdzić, co w trzcinie piszczy...
...i znalazły mnóstwo kijanek...
... które oczywiście trzeba było złapać.
Jak one były małe, pokazuje zestwienie ich wielkości, z liniami papilarnymi. To zdjęcie jest dużym powiększeniem.