Jedną z najbardziej przeżywanych chwil jest uroczyste błogosławieństwo udzielane
przez księdza neoprezbitera.
Każdy podchodził osobiście i każdemu ks. Artur błogosławił gestem włożonych rąk.
Także i nam udzielił tego specjalnego błogosławieństwa.
Po mszy przyszedł czas na pokrzepienie ciał.
Na szczęście obiadu nie zamawiał nam nasz ksiądz, więc były frytki :)
Wszyscy byli po całym dniu pełnym intensywnej pracy i wrażeń tak zmęczeni, że młodzież
była cicha i spokojna jak nigdy. Aga aż podejrzewała, że ktoś dzieci podmienił.
A na deser może paszę lub jakiś premiks? ;)
No to ruszamy w drogę powrotną.
Jak podsumowała Ania: "dziś było super...(chociaż ledwo co mówię,
ale cóż śpiew wymaga poświęceń)"