Czas na animatorów. Jak zawsze muszą być oni inni i oryginalni, więc zamiast jak
Ksiądz przykazał przygotować dzieje jakiegoś świętego, wystawili oni "Bajkę, która dobrze się kończy".
Najpierw "wyrosło" wysooookie drzewo...
... potem wyśmienity narrator...
... a za nimi żaba. Zielona, zielona, zielona.
I cała zła, że jest taka zielona. Oj, jaką nieszczęśliwą ma minę...
Choć ostatecznie chyba nic dziwnego, że Trawa jest zielona
Gdy już żaba skończyła swe żale pojawia się
kolejne nieszczęśliwe stworzenie: długonogi bocian. I też opowiada o soich krzywdach,
jaki to on biedny, że ma takie długie nogi.
Jakby tragedii było mało wlatuje jeszcze mucha. Jest ona
cała obolała...
...bo goni ją wielka baba i wciąż wali ścierą
(no wiecie, jak to z muchami, trzeba wybić).
Na domiar złgo zjawia się jeszcze Ksieżniczka o piękny licu
- też cała zapłakana, bo zły czarodziej nałożył na nią zaklęcie.
By ją odczarować trzeba podjąć wyprawę po magiczny pierścień.
Jest on na szczycie wielkiego drzewa, które rośnie za wielkim bagnem, koło łąki złego czarodzieja.
Urok z księżniczki o pięknym licu
koniecznie trzeba zdjać, bo lekko psuje jej urodę.
Okazuje się, że nieszczęśliwe zwierzęta mogą jej pomóc.
Bocian na swoich długich nogach przejdzie przez bagno, żaba ukratkiem przejdzie przez łąkę
złego czarodzeja, a mucha poleci wysoooooko i zdobędzie magiczny pierścień.
Bajka ta dobrze się kończy, a morał z tego taki, że wszystko
co Bóg stworzył jest dobre.