A w przerwie między nabożeństwami, można było rozgrzewać się do woli: jedli, pili i rozprawiali.
Kto chce dolewkę?
To już nalewamy i śpiesznie się rozgrzewamy.
Nawet Ksiądz jakby trochę zmarznięty, a przecież nie śpiewał z nami...
A herbata lała się i lała.
I ciągle jej było mało.
Uwaga! Coś do herbaty dali.
Czekoladaaaa!!!
A 30 sekund później już tylko pusty papierek.
Księdza biret (bo tak nazywa się ta czapka) cieszył się całkiem sporym powodzeniem, chociaż kobiet jeszcze nie przyjmują do seminarium,
prawda "księże" Pawle? ;)
Czyżby jakiś nowy animator awansował na zaszczytne miejsce?
Karolcia, czemu zjadłaś aż cztery czekolady?
Milusińskim wszystko wolno.
Ale Agata... też chce na kolanka? ;)
I to by było na tyle, bo właśnie wszedł Maciek Wielka Stopa, aby powiedzieć, że kolejne klasy zaistniały już w kościele, co oznacza: "scholo, czas śpiewać dalej!"