Następnego dnia z rana Pawełek witał wszystkich z otwartymi ramionami...
W ciszy wschodzącego słońca ruszyliśmy całą ekipą do...
Czerna... ? Nie, szara? Tak oto, pod przewodnictwem "szarej" siostry Edyty ruszyliśmy do Czernej.
A droga była pełna zakrętów i pod górkę, to co rekolektanci lubią najbardziej.
Po drodze można było napotkać wiele drogowskazów: - W którą stronę do klasztoru karmelitów? - Pierwszeństwo przejazdu? - O, nawet Agatka, choć w pobliżu nie było szkoły.
Piękno natury "oczyściło" naszą pamięć i wyobraźnię ze zbędnych obrazów, i przygotowało do pełnego spotkania z Panem...
u stóp Jego Matki, szkaplerznej.
Po Mszy św. w lodowatym kościele był iście harcerski posiłek, w zaskakująco ciepłym pomieszczeniu gospodarczym.
Jak się masz mój mały bury koteczku? Myślisz, że Rektor zgodzi się na kota w Seminarium?