Po trzech latach przestoju, w końcu doszła do skutku kolejna tura rekolekcji w Krakowie; z poprzednich nie ma zbyt wielkiej dokumentacji w postaci zdjęć, bo wtedy mało kto posiadał aparat cyfrowy. Nawet Ksiądz nie miał :)
Tak więc znowu się zaczęło...
Na Dworcu Głównym w Toruniu żegnała nas znakomita delegacja, która - niestety - składała się tylko z Księdza i Ani Wrzos
Szkoda, że zostali Oni na tej stacji i nie mogli jechać z nami. Ale przynajmniej dopilnowali, by nikt nie uciekł z pociągu ;)
Jak to zwykle bywa w pociągu - ostatnie przygotowanie do spotkania z Siostrą, bo przecież nie można pokazać się z taką nieuczesaną grzywką.
Niektórzy doładowywali się jeszcze kawą...
A jeszcze inni, no cóż...... sprawdzali czy nie pada w pociągu, albo nerwowo przeglądali podręczny ekwipunek krakowskiego wędrowniczka
O, udaje, że się uczy. No ale jeśli trzyma się książkę do góry nogami, to nic dziwnego, że potem coś ta fizyka nie wychodzi...
Jeszcze tylko posiłek,
i cały przedział śpi.
Przed rekolekcjami z wieczornym "dzieleniem", trzeba się dobrze wyspać.
Swoja drogą ciekawe - ledwo ruszyli z Torunia, a już zmęczeni...